niedziela, 28 listopada 2021

Richard Darré i jego Blut und Boden Ideologie. Wysiedlenia ludności powiatu kościerskiego w 1939 r. Cz. 3.


Tablica upamiętniająca wysiedlenia
mieszkańców ziemi kościerskiej w listopadzie 1939 r.
Znajdująca się w kościele pod wezwaniem Świętej Trójcy
Źródło: 77 lat temu wywożono Polaków z Kościerzyny i okolic,
(w:) Nowe Pomorze. Portal Ziemi Pomorskiej

     Zgodnie z odgórnie przyjętą polityką germanizacyjną, od pierwszych miesięcy na inkorporowanych do III Rzeszy terenach umacniano niemczyznę. Miało to przede wszystkim zapewnić dominację „rasy panów” - jednolitej pod względem rasowym, duchowym i narodowo-politycznym. W tym celu zamierzano zniemczyć jak największą ilość osób, zaś element niechętny usunąć i pozbawić wszelkiej własności.




    

    Za politykę narodowościową na eingligerte Gebiete odpowiadał w trakcie wojny Reichsfuhrer SS Heinrich Himmler mianowany specjalnym dekretem Komisarzem Rzeszy ds. Umocnienia Niemieckości (Reichskomimssar für die Festigung deutschen Volkstums), zaś terenowo w jego imieniu pełnomocnictwo przypadało Głównemu Urzędowi Sztabu (Stabsthauptamt). Przy urzędach pełnomocników powstawały zaś Referaty Specjalne do Użycia Policji (Sonderreferat für Polizei Einsatz) oraz powiatowe Sztaby osiedleńcze (Ansiedlungsstab). W skład kościerskiego sztabu wchodzili szefowie terenowych organizacji społecznych, przewodniczący NSDAP, starostowie, naczelnicy powiatów i burmistrzowie, członkowie Samoobrony Obywateli Narodowości Niemieckiej (Günther Modrow, Otto Frick, Robert Engler, Arthur Dressler). To ich zadaniem stało się przygotowanie kartotek gospodarstw i rodzin (Hofkarten) przeznaczonych do wysiedlenia1.

    Do pierwszych wysiedleń doszło wraz z ustabilizowaniem się działań wojennych na terenie powiatu kościerskiego jesienią 1939 r. Przez swój marginalny charakter cechowały się brakiem planu działania ze strony nowych władz, przez co były bardzo chaotyczne. Wysiedlenia te często przybierały formę ucieczki przed wojskiem represjami niemieckimi. Kolejna akcja wysiedleńcza została już gruntownie przygotowana przez Ansiedlugsstab. Z rozkazu Güunthera Modrowa w dniach 22 do 26 listopada 1939 r. zorganizowano wysiedlenia mieszkańców powiatu kościerskiego2. Wysiedlenia te cechowały się dużą brutalnością. Nad rankiem grupy Selbstschutzu dokonywały wypędzenia z domostw rodzin, wyznaczając im czas ok. 15 minut na spakowanie najpotrzebniejszych rzeczy. Wysiedleńców kierowano pod eskortą policji, Selbstschutzu, SS do budynków koncentracji (szkoły, obory, tartaki, kościoły parafialne) w Kościerzynie, Skarszewach i Wysinie, a stamtąd do uprzednio wysiedlonego i otoczonego przez min. oddział Sturmbann Eimann Wysina. Tam zaś dokonywano selekcji, przesłuchań i egzekucji. Osoby zakwalifikowane do wysiedlenia przewożono na stację kolejową w Głodowie, gdzie w wagonach osobowych i towarowych wywożono do Generalnego Gubernatorstwa3.

    Jerzy Bochyński mieszkający jesięnią 1939 r. na Rynku wspomina (…) 21 stukali mocno do drzwi, rano, gdzieś o godzinie szóstej i ktoś tam z domowników wyszedł na dół i otworzył. I ten historyczny już dziś okrzyk: „Fünf Minuten raus!”, który za nami idzie do dzisiaj. Weszło dwóch selbstschutzów w cywilnych opaskach, młodzi ludzie to byli i karabiny mieli na ramionach (…) Rodzina jeszcze to zapakowała, no i raus! No i nas prowadzili (…) ulicą Długą (…) przez Rynek i do kościoła. Przed kościołem (…) stali już SS-mani, tamten Selbstschutz i tak dalej (…) No i nas doprowadzono do kościoła. Oczywiście kościół już był zamknięty (…) Kościół był pełen, był płacz, modlenie się (…) Załatwić potrzeby fizjologiczne, załatwiałem ja konkretnie pod ambonę (…) Mężczyźni załatwiali swoje potrzeby pod chórem (…) Zawieźli nas do Wysina. Tam było wysiedleńców dosyć dużo, a przed tym ludność z tego Wysina wysiedlili (…) Słyszeliśmy strzały, bo kilku chciało się wydostać, ale Wysin był obstawiony. Potem nas prowadzili z Wysina do Głodowa. W Głodowie był podstawiony pociąg, ale to nie były wagony bydlęce, tylko osobowe. Oczywiście ta mała stacja Głodowo też była obstawiona, Niemców było masę, nawet psy były (…) Wsiedliśmy w ten pociąg i za jakiś czas pociąg ruszył (…) Najbardziej nas, tych wygnańców gnębiło pragnienie (…) Dojechaliśmy do stacji Mordy (...)4


Tablica w Wysinie upamiętniająca upamiętniająca
masowe wysiedlenia z powiatu kościerskiego w listopadzie 1939
Źródło: Wysin - Przedsionek Kaszub (Facebook)

   Stefania Gierszewska dziesięcioletnia wówczas dziewczynka, zamieszkała w Wilczych Błotach wspomina, że jej rodzina o wysiedleniach został uprzedzona (…) Był taki dobry Niemiec Furbau, on w Wilczym Błocie był w ten dzień. On jeszcze dzień wcześniej wieczorem dał znać, polami przeszedł i dał znać, że będziemy wysiedlani (…) Nadjechały wojskowe samochody (…) Mama miała poprzednio już zabite gęsi, więc w wędzarni były udka i piersi od gęsi. Siostry poleciały po to, zgarnęły i z poprzedniego uboju tych gęsi była okrasa, taki duży kufel, swojska okrasa, posiekana z kośćmi (…) Ten Furbau pomógł nam załadować (…) Zawieźli nas do Wysina (…) rano do Głodowa na PKP (…) Z lewej strony, czyli z Kościerzyny jedzie pociąg i to był pociąg osobowy, nie bydlęcy. Wtedy tam nas wszystkich pchali (…) W Wysinie [dopowiedzenie], tam były rowy wykopane ponoć i tam mieliśmy być rozstrzelani i wrzuceni w te rowy (…) Transport ruszył i żeśmy jechali (…) Wszystko było zaplombowane (…) Ścisk (…) Straszne pragnienie się miało, a nie wolno było otworzyć okna, a jeszcze ogrzewali (…)5.

    Wypędzonych z powiatu kościerskiego wysiedlono do Generalnego Gubernatorstwa, na teren ówczesnego powiatu siedleckiego. Transporty wysiedlonych dotarły do stacji w Niemojkach, a stamtąd kościerzaków rozlokowano w okolicznych gospodarstwach bądź polskich majątkach ziemskich. Według ustaleń historyków z obszaru powiatu kościerskiego w listopadzie 1939 r. wysiedlono od 10-13 tyś mieszkańców, co stanowiło ok 17-23% ogółu zamieszkujących powiat6.


Wysiedleni w Dąbrowie na Podlasiu
Źródło: Czas próby i nadziei, s. 199.

    Pomimo życzliwego podejścia mieszkańców Podlasia warunki, w których znaleźli się wysiedleńcy były bardzo trudne, zwłaszcza w obliczu nadchodzącej zimy. Warto też zaznaczyć, że Niemcy rozdzielając wysiedleńców nie zwracali uwagi na pokrewieństwo nawet między rodzicami i ich dziećmi. Dziesięcioletni wówczas Stanisław Ebertowski wspomina Haydanowo tak: (…) Chcieli nas podzielić, ale mama zaczęła płakać (…) Pochodziła z Grudziądza. Niemiec mimo tych wszystkich nieszczęść miał trochę litości i zostawił całą rodzinę (…) Wielu mówi, że zostaliśmy przyjęci serdecznie i z otwartymi rękoma, ale to tak nie wyglądało, bo nawet sam sołtys się bronił nie mówiąc już o tej ludności. Oni nie wiedzieli, co teraz będzie, jakich ludzi pod swój dach przyjmują, mieli obawy, czy ich razem z nami dalej nie wywiozą. Otrzymaliśmy jedno większe pomieszczenie. Ojciec się wystarał od sołtysa albo wójta, nie wiem kto to był, w każdym razie Niemca, o deski dla nas. Tata zbudował prycze wojskowe (…) Później ojciec chodził i prosił bo się zaczęło coraz bardziej źle dziać. Chodził po wsi i żebrał o mąkę, o sól, o cokolwiek do jedzenia, o drzewo, żeby napalić (…) Ojciec chodził po wsi i żebrał. Raz, że się do tego nie nadawał, drugi raz, że nie było od kogo, bo oni sami też za dużo nie mieli, ale dzielili się, czym tylko było można i czym mieli. Ojciec w porozumieniu z mamą pojechał do najbliższego miasta Głusk i tam ponieważ potrafił po niemiecku, zatrudnili go w młynie do roboty fizyczno-umysłowej (...)7.

    Roman Felskowski relacjonuje: (…) Ludność była biedna. I ostatnim majątkiem, który mieli dzielili się z nami (…) Tak sobie nieraz myślałem, że gdyby tamtych ludzi przeniesiono na Pomorze to nie wiem, czy by tak się dzielono z nimi tym tzw. ostatnim majątkiem. Kultura pomorska a kultura tamtego obszaru. To był zabór pruski, a tu zabór rosyjski. Higiena, nie chce o tym mówić, bo jakby ktoś usłyszał. Prymitywne bycie. Domy dzielono na części. Część dla krów, dla zwierząt. Reszta dla ludzi. Spanie nad piecem (…) Z jednej dużej miski jadło się drewnianymi łyżkami. Tam nikt nie miał pojedynczego talerza. Tam nikt nie wiedział co to jest widelec. Tam nikt nie wiedział, że nóż służy do krojenia mięsa. Do tego były palce. Mycie ranne polegało na tym, że brało się kubkiem zimną wodę z wiaderka. Brało się do ust tą wodę, pluło na dłonie i się tym myło twarz. Jakaś kąpiel czy coś to było nie do pomyślenia (…) Matka powiedziała, że to co tam chodzi po głowach i po ubiorach musi być wyplenione. Oni twierdzili, że to Bóg dał. Z tym ludzie żyją od wieków i z tym się nie walczy. I matka wywalczyła, że po kilku miesiącach mieliśmy czyste głowy. Pościel była czysta. Ubrania były czyste (…) Mieliśmy szczęście trafić do gospodarza, który uznawany był jako dość inteligentny człowiek. Dał się namówić. Pojechał do Białej Podlaskiej i przywiózł talerze, noże, widelce (...)8.


Miejscowości, do których przesiedlono ludność 
powiatu kościerskiego m.in.: Siedlce, Niemojki,
Mordy, Łosice, Kornica, Hadynów, Szawły, 
Huszlew, Łysów, Myszkowice, Sarnaki

    W styczniu 1940 r. zadecydowano o kolejnym wysiedleniu, którego celem było przymusowe pozyskanie siły roboczej w „Starej Rzeszy”. W związku z tym zadecydowano o tzw. podwójnym przesiedleniu. Część mieszkańców powiatu kościerskiego znajdująca się na Podlasiu została siłą wywieziona na „roboty” w głąb Niemiec. Pomimo zakrojonych na szeroką skalę działań władz niemieckich, nie udało się im zmienić znacząco stosunków narodowościowych na ziemi kościerskiej. Bezwzględne liczby za okres od 9.12.1939-9.12.1940 r. wskazują, że napływ ludności niemieckiej i volksdeutschów był widoczny, jednakże ciągle stanowili oni zaledwie ok. 15 % ogółu, w stosunku do Polaków (ok. 45%), Polaków spokrewnionych z Niemcami (ok 35%). W latach 1940-1941 kontynuowano przesiedlenia w ramach „ewakuacji specjalnej” (Sonderevakuierung) – planu osadnictwa w powiecie kościerskim niemieckich rolników z Besarabii. Mieszkańców powiatu kościerskiego umieszczano wówczas w obozach podległych Centrali Przesiedleńczej (Umwandererzentralstelle), najczęściej w Potulicach9.   

    Kościerzacy z czasem podejmowali próby powrotów do swoich domów. Istniały wówczas dwie możliwości: nielegalna na podstawie fikcyjnych dokumentów, bądź legalna za zgodą władz niemieckich. Należy jednak zwrócić uwagę, że zgodnie z zarządzeniem Alberta Forstera z 26 marca 1940 r. do swoich domów mogły wrócić jedynie osoby, które otrzymały aprobatę specjalnych komisji po uprzednio wniesionej skardze. Komisje odmawiały powrotu przede wszystkim Polakom z Kongresówki, Żydom, przestępcom, alkoholikom oraz rodzinom Polaków zamordowanych podczas eksterminacji w 1939 r. De facto na powrót mogły liczyć osoby mające pochodzenie niemieckie, albo takie, które dobrowolnie podpisały na tym etapie DVL. Większość osób wysiedlonych z powiatu kościerskiego powróciła do domów wraz z zakończeniem działań wojennych w 1945 roku10.



Autor: Krzysztof Grau


===================================================================


1 B. Hajduk, Wysiedlenia jako element germanizacji, (w:) „Kościerzyna i powiat kościerski w latach drugiej wojny światowej 1939-1945” (dalej cyt. Kościerzyna 1939-1945), Kościerzyna 2009, s. 131-134.

2 Ibidem, s. 134.

3 Ibidem, s. 134-136.

4 M. Seyda, Rozmowa z Henrykiem Barełkowskim, Janiną Bochyńską, Jerzym Bochyńskim i Andrzejem Wojciechowskim, (w:) „Czas próby i nadziei. Wspomnienia mieszkańców ziemi kościerskiej z lat 1939-1945” (dalej cyt: Czas próby i nadziei), Kościerzyna 2016, s. 17-19.

5 J. Jańczak, Rozmowa z Stefanią Gierszewską, (w:) „Czas próby i nadziei”, s. 127-129.

6 B. Hajduk, op. cit., s. 150-151, 154-155.

7 J. Jańczak, Rozmowa ze Stanisławem Ebertowskim (ur. 1929), (w:) „Czas próby i nadziei”, s. 116-117.

8 Archiwum Historii Mówionej, Wywiad z Romanem Felskowskim przeprowadzony przez R. Borchersa, (w:) „Kaszuby w polskiej i niemieckiej pamięci. Wspólna historia lokalna”, AHM 2182, 2010.

9 B. Hajduk, op. cit., s. 151-152, 155.

10 Ibidem, s. 153, 156-157.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Jeżeli masz zamiar napisać coś głupiego, to lepiej zachowaj to dla siebie. Jeżeli chcesz coś skrytykować, zrób to kulturalnie.